Nasz najlepszy dyskobol był typowany na jednego z faworytów do zdobycia medalu w Korei. W eliminacjach zajął pierwsze miejscu co dodatkowo go motywowało i dodawało mocy. Noc poprzedzającą start nie zaliczy jednak do udanych.
Piotr Małachowski
zdj. www.wikipedia.pl
Bardzo się stresował ostateczną rozgrywką. Nie mógł spać, co odbiło się później na wyniku. Chciał pójść na całość już w pierwszej serii. Myślał nawet o granicy 70 m. Stało się jednak inaczej. Do planowanej odległości zabrakło mu aż 637 cm.
„Siedmiu dych” nie rzucił także zwycięzca, Niemiec Robert Harting. Zawody zakończył z odległością 68,97 m. Zresztą nie tylko Polakowi się nie powiodło. Wcześniej eliminacji nie przebrnął nawet najdalej rzucający w br. Węgier Zoltan Kovago.
To, że Piotr Małachowski nie będzie się liczył było wiadome już po pierwszej próbie. Uzyskał w niej raptem 52,28 m, dziesięć bliżej niż późniejszy zwycięzca.
W drugiej kolejce obaj spalili swoje rzuty. Z dobrej strony pokazał się jednak Estończyk Gerd Kanter. Posłał dysk na odległość 66,95 m. Dało mu to ostatecznie drugie miejsce. Ostatni stopień podium zajął Irańczyk Ehsan Hadadi.