Imieniny:
Szukaj w serwisieWyszukiwanie zaawansowane

Historia

2012.04.23 g. 08:45

Tajemnice zamkowej alkowy

Burzliwe są dzieje Zamku Warszawskiego. Zmieniała się budowla, zmieniali gospodarze, którzy odcisnęli swoje piętno na historii Zamku Królewskiego. Na losy kraju wpływały wojny, polityka, decyzje sejmowe czy wreszcie zakusy sąsiadów, ale na życie osobiste władców jakże często miał wpływ grecki bóg miłości Amor.

Pierwsi władcy Warszawy, książęta mazowieccy znani byli z popędliwości charakteru. Często ich czyny wynikały nie z rozwagi, ale z namiętności. Ofiarą tej zgubnej cechy panów na Mazowszu padła np. księżna Ludmiła Ziemowitowa, niesłusznie podejrzana o zdradę została uduszona. Małżonek kiedy zorientował się, że była to niecna potwarz wprost rozchorował się z rozpaczy. Istny pierwowzór Otella.

 

Zamek Królewski w Warszawie

 

Natomiast najbardziej romantyczna historia w tej rodzinie, to dzieje syna nieszczęsnej Ludmiły, księcia Henryka. Książątko nie miało jeszcze dziesięciu lat, kiedy otrzymało od ojca probostwo płockie a potem łęczyckie. Trudno w tak młodym wieku o prawdziwe powołanie. Henrykowi rzeczywiście nie odpowiadał stan duchowny, jednak wprzódy bał się ojca, a w dodatku… nie miał księstwa. Cóż, życie to sztuka kompromisu, tak więc kiedy wakowało biskupstwo płockie, Henryczek nie odrzucił tak łakomego kąska, ale z konsekracją nie spieszyła się zbytnio. Dla odmiany zajął się dyplomacją.
W imieniu króla Władysława Jagiełły wysłany został w poselstwie dyplomatycznym do Zakonu Krzyżackiego. Prawdziwym celem misji były jednak tak naprawdę tajne rozmowy z księciem litewskim Witoldem.  Talenty dyplomatyczne Henryka okazały się tak wielkie, że wkrótce Krzyżacy użyczyli komnat  zamku Ritterswerde dla rozmów „na szczycie” Polski i Litwy.  Na zamku biskup płocki wykonał powierzoną misję, ale zrobił coś więcej. Mianowicie zakochał się. Poznał w murach zamkowych piękną litewską księżniczkę Ryngałłę, która była  zakładniczka. Książę stracił głowę dla litewskiej piękności i nawet nie czekając na dyspensę wziął ślub. Wesele trwało trzy tygodnie. W całej tej historii najłagodniej wypadają okryci piętnem okrutników Krzyżacy. Wydają się gromadą dobrotliwych ojczulków. Nie dość że w swojej gościnności organizują na swoim zamku spotkanie ich potencjalnych przeciwników, to jeszcze urządzają wesela swoim zakładnikom. Ale wróćmy do biskupa Henryka.
Zakochany w młodej żonie udał się wraz nią w podróż poślubną. Niespieszno mu było na Mazowsze. Wszak dopóki nie oznajmił oficjalnie o swym ożenku, mógł dalej czerpać profity ze swojego biskupstwa.  Małżonkowie więc podróżowali po Litwie, ale ten spryt wyszedł księciu jednak bokiem. Okazało się że Krzyżacy aż tacy naiwni nie byli i w końcu zorientowali się w prawdziwych intencjach Henryka. I szybko się z nim rozprawili. Jak wspominają kroniki dopadli go „strzałem z polewki” czyli zwyczajnie otruli.

 

Krewcy byli książęta mazowieccy, burzliwe ich panowanie i życie osobiste. A kiedy Warszawa wraz z Mazowszem stała się częścią Korony Polskiej, gospodarzami Zamku Warszawskiego stali się Jagiellonowie.
Ostatni z rodu Zygmunt August miał niezwykle romansową naturę. Jako dziecko otoczony nadmierną opieką znanej z silnego charakteru matki królowej Bony, zdawał się być chłopcem o słabym charakterze. Był jednak doskonale wykształcony, bibliofil, znawca wielu dziedzin nauki i sztuki, był doskonale przygotowany do przyszłej roli króla. Kiedy jednak zdołał wyrwać się spod kurateli zaborcze matki na dworze i wśród magnaterii aż huczało od plotek o licznych kochankach i nałożnicach królewskich. Całkowicie nieudany związek małżeński z Elżbietą Habsburżanką potęgował prawdopodobnie zamiłowanie króla do kolejnych podbojów. I nagle Zygmunt August zakochał się na zabój. Największą miłością królewską  była oczywiście Barbara Radziwiłłówna uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów. Poślubił ją po śmierci Elżbiety i wbrew matce, na przekór sprzeciwom parlamentu i magnaterii koronował na królową. Niestety szczęście nie trwało długo. Elżbieta wkrótce zmarła w bólu i mękach. Zygmunt popadł w rozpacz. Do końca życia nosił żałobę.
Depresja króla trwałaby może wiele lat gdyby nie pewne zdarzenie, które miało miejsce na Zamku Królewskim w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku.  Doradcy królewscy, nie wiadomo czy powodowani troską o psychiczny stan pomazańca, czy innymi partykularnymi powodami sprowadzili na dwór czarnoksiężnika o nazwisku Twardowski. Mistrz obiecał wywołać ducha zmarłej. Król przystał na to o tyleż chętnie, że mimo wykształcenia, znajomości uczonych ksiąg i oczywistej ogłady, był co typowe dla tamtych czasów fanem czarów, guseł i zabobonów.

 

Pałac w Wilanowie

 

Wyobraźmy sobie więc, tą ponurą styczniową noc. Komnatę zamkową wyłożoną kirem i spowitą dymem świec. Na ścianie wisiało lustro. Król wszedł dym zgęstniał i nagle w migotliwym blasku świec w lustrze ukazała się postać pięknej Barbary. Król omdlał, podtrzymywany na ramionach dworzan. Wezwano medyka. Lecz to nie koniec tej makabrycznej historii. Jak wiadomo każde czary mają swoje logiczne wytłumaczenie. W lustrze bowiem ukazała się nie zjawa, a kobieta z krwi i kości. Niejaka nomen omen Barbara Giżanka, mieszczka warszawska łudząco podobna do nieboszczki.
A król? No cóż rychło znalazł pocieszenie w ramionach uroczej i sprytnej warszawianki. Tak oto skończyła się historia ostatniego z Jagiellonów i bystrej, pięknej mieszczanki spragnionej zaszczytów.
Po śmierci Zygmunta Augusta rozpoczęła się w Polsce epoka królów elekcyjnych i tu dochodzimy do wielkiej , znanej z licznych listów historii miłosnej.

 

Cała sprawa zaczęła się kiedy do Polski przybyła Maria Ludwika Gonzaga, przyszła żona Władysława IV i Jana Kazimierza. Wraz z nią przybyły do Polski piękne francuskie damy dworu, w wśród nich młodziutka Maria d’Arquien. Kilka lat później 16-letnią pannę zobaczył hetman Jan Sobieski i jak mówią kronikarze oniemiał na jej widok. No cóż oniemiał tak dokumentnie, że tę ciszę wykorzystał inny polski magnat Jan Zamojski, oświadczył się i został przyjęty. Młodziutka Marie została panią na Zamościu. Co jednak nie przeszkadzało w potajemnych spotkaniach Sobieskiego i ukochanej. Już wtedy narodziła się słynna epistolografia kochanków. Miłość Astrei i Celadona kwitła. W jednym z warszawskich kościołów ślubowali sobie dozgonną miłość. Kiedy Jan Zamojski wkrótce zmarł a Marysieńka została bogatą wdową, niecierpliwie czekała na oświadczyny swojego ukochanego. Plotka głosi że Hetman zwlekał. Co rozsierdziło krewką Francuzkę i jej protektorkę i opiekunkę królową Marię Ludwikę. Obie panie uknuły więc sprytny spisek. Marysieńka zaprosiła Sobieskiego do swych prywatnych komnat. Krewki i zakochany hetman, co oczywiste chętnie przystał na zaproszenie.
Kiedy romantyczna randka trwała w najlepsze, w najmniej stosownym momencie wpadła niby przypadkiem królowa. Rozpętała się piekielna awantura. Królowa wrzeszczała, aż drżały ściany zamkowe. Pomstowała, że to skandal, siedem grzechów głównych i obraza boska. Cóż Sobieski był człowiekiem honoru, nie miał wyjścia, musiał się oświadczyć.

 

Pałac w Wilanowie

 

Hetman, a potem król Polski darzył swoją Astreę wielką dozgonną miłością. Kochał ją , mimo że miała bardzo trudny charakter ta sprytna Francuzka. Kłótliwą pono i swarliwą niewiastą była. On jednak wszystko jej wybaczał. Kiedy sterany wiekiem i kłopotami król zgasł w komnatach pałacu w Wilanowie, skłócona ze szlachtą i synami Marysieńka wyjechała do Rzymu. Zmarłą we  Francji w zamku w Blois i tam została pochowana. Jednak wiemy że spoczywa na Wawelu. Cóż więc stało się później. W pewną zimowa noc 1716 roku do furty klasztoru Kapucynów w Warszawie ktoś zapukał. Gdy braciszkowie otworzyli, zobaczyli tylko trumnę obitą kosztownym jedwabiem. W środku było ciało kobiety w didemie. Była to Marysieńka. Ostatecznie spoczęła obok męża, na Wawelu. Czy po to żeby się z nim połączyć, czy zakłócić mu wieczny spokój?

 

Oto kilka romantycznych historii z dziejów naszych dawnych władców. Z licznych portretów z zamkach i pałacach spoglądają na nas dostojni monarchowie w gronostajowych płaszczach, wyposażeni w insygnia władzy. Kiedy jednak poznamy ich prywatne losy, okazują się ludźmi z krwi i kości, których wiatr historii pchnął na tron, ale przecież nie pozbawił zwykłej ludzkiej potrzeby, potrzeby miłości. 

 

Zdjęcia: autorka.



Opublikowal: Michał Pawlik
-
Serwis oprogramował Jacek JabłczyńskiCopyright(c) 2002 - 2014 Fundacja Promocji m. st. Warszawy